Relacj a z pierwszego dnia wyprawy rowerowej w góry, co mię wujek To Mi
tamże zaciągnął. Gdybym wiedziała, co mnie tam spotka... to bym wzięła
więcej ubrań... ;) Klikać w kolaż.
Z bloga podróżniczego
Dziś zaczynam relacjonować wyprawę rowerową w Beskid Niski. Zaczynam
jednak od Pogórzy, bo tamtędy dojechaliśmy do gór. Właściwie to dla mnie
wszystko jedno, bo cały Przemyśl był dla mnie w górskiej dolinie. Ja,
rowerzystka mazowiecka rzadko widuję takie pejzaże.
PRZEMYŚL
jednak nie był naszym celem.Po prostu tam kończyła się linia kolejowa. W
Przemyślu wypiliśmy z Tomim mrożoną kawę z lodami dla ochłody i
objechaliśmy dla przyzwoitości starówkę.
Ale było za gorąco, zresztą dzień pomału się kończył. To
pojechaliśmy na przedmieścia, do Fortu górującego nad miastem -
zamienionego w park. Wokół Przemyśla jest bardzo dużo fortów i bunkrów a
to za sprawą
TWIERDZY PRZEMYŚL. Na objechanie jej potrzeba kilku dni. My zahaczyliśmy tylko te po drodze. Najważniejsze to
Fort Helicha, mocno zakrzaczony oraz miejsce naszego noclegu,
Fort Prałkowce (a wcześniej w mniejszym
forcie Zniesienie zgubiłam okulary i resztę wyprawy jechałam z oczami kreta...)
Nocowaliśmy w namiocie rozbitym pod dachem, a jakże, ruin koszar fortu.
Trzeba tam będzie wrócić na wiosnę. Koniecznie. Są chętni?
A i nie wiem jak dla Was, ale dla mnie to już jest góra ;)
c.d.n...