Aktualności

Blog jest aktualizowany kilka razy w miesiącu. Nie traćwa nadziei, może kiedyś będzie częściej.

wtorek, 24 listopada 2015

====== Zdjęcia oddolne ======

Czyli z trzecim zbiegiem. Moje ulubione, choć coraz rzadziej je robię. Głównie dlatego, że rzadko nawiedzam stolicę. Na prowincji dużo lepiej wychodzą płaskie pejzaże. :)


sobota, 21 listopada 2015

=== XCVII Akcja GTWb "W pałacowym cieniu" ===

Dziś wpis zamiejscowy, ale z Warszawą w tle. Przenosimy się w czasie, gdy Żyrardów żył jako osada fabryczna, ale fabryka była w "złych rękach". Zdjęcia willi dyrektorskich zwanych "pałacykami", o których poniżej.

"Biura fabryczne zostały przeniesione do Warszawy i dyrektor Koehler nakazał urzędnikom, aby się przeprowadzili do stolicy. Ni mniej ni więcej. Że istniał bezprzykładny głód mieszkaniowy i że nawet za liche mieszkanko trzeba było płacić wysokie odstępne, tego nie przyjmował poprostu do wiadomości. Niektórym urzędnikom udzielano pożyczki na nabycie mieszkania w Warszawie, a pożyczkę odbierano potrąceniami z pensji.W Żyrardowie opustoszał wielki, kosztowny budynek kantoru głównego, a mnóstwo ładnych i wygodnych mieszkań w domach i willach fabrycznych stało pustkami. Oczywiście, nie brakło amatorów na te mieszkania, ale urzędnicy przenosili się do Warszawy, a osobom prywatnym fabryka mieszkań wynajmować nie chciała. Była to polityka w wielkopańskim stylu: przepadał dla fabryki czynsz mieszkaniowy za tyle pustych mieszkań po wysiedlonych urzędnikach, a w dodatku za pomieszczenia na biura w Warszawie musiały zakłady żyrardowskie płacić 80 tysięcy rocznie".
- Paweł Hulka-Laskowski "Mój Żyrardów" /pisownia oryginalna, jak w książce/




środa, 18 listopada 2015

=== Ostatnia taka hala w Ursusie? ===

Kiedyś była niedostępna i zamknięta na cztery spusty. To zwiedzało się inne, bez alarmu i ochrony. Dziś po samochodach ochrony nie ma śladu, po fabrycznych halach ostały się puste place. Tylko bliżej stacji stoi jeszcze kilka budynków. To sfociłam, póki jeszcze stoją.

wtorek, 10 listopada 2015

===== Nietypowe kadry =====

Są nieraz takie kadry, które z czasem znikają. Wyrośnie budynek, który zasłoni widok lub odwrotnie, budynek zostanie zburzony, więc nie ma skąd robić zdjęcia. Ten widok z czasem zniknie z mapy Warszawy. Oby nie zniknął sam Pałac Kultury.

środa, 4 listopada 2015

=== Co ma wspólnego Czeremcha z Warszawą? ===

Na przykład to, że można z Warszawy dojechać tu koleją. A skoro można, to się jedzie. I niedaleko od dworca spotyka się własność Muzeum Kolejnictwa w Warszawie.


Własność okazuje się nie do końca sprawna i ruchawa, ale za to całkiem zgrabna.

poniedziałek, 2 listopada 2015

= "Spór o odbudowę - Warszawa w budowie 7" czyli mikro spacer GTWb =

Grupa trzymająca warszawskie blogi od dawna ich nie trzyma. To wąskie grono znajomych, którzy lubią sobie ponarzekać, albo popocieszać się nawzajem. Oraz czasem wystraszyć klientów jakiejś knajpy żywą dyskusją na temat Osi Stanisławowskiej lub zwracać na siebie uwagę przypadkowych przechodniów zastanawianiem się, czy budynek jest blokiem, czy też jednak kamienicą. Motto tego spaceru brzmiało mniej więcej tak: "mogli zrobić to gorzej". Widzę pewien progres w dekadentyzmie, który objął w posiadanie nasze ostatnie mikrozgromadzenia.

Jakie mam wrażenia po wystawie? Żadne. Makieta przyjemna, ale przeraża zaoraniem Parku Świętokrzyskiego. Na szczęście pójdzie do kosza. A potem pojedzie tirami do niemieckich spalarni, bo w Polsce nadal żadnej porządnej nie można uruchomić z powodu palących śmieciami w domach mieszkańców. Co do odbudowy powojennej, spodobał się nam akcent z sześcianem z cegieł. Trzeba go wykraść i zawieźć na rynek we Wrocławiu z podpisem: Warszawa zwraca cegły Wrocławiowi. Na pewno się ucieszą. Na wystawie było ciemno. Jak zwykle oświetlone było wszystko, tylko nie eksponaty. A jeśli juz były, to nierówno albo tak, że nie szło ich normalnie obejrzeć, tylko trzeba było kręcić głową. Jak to Hrabik ładnie nazwał: "polska szkoła ekspozycji".

Wystawa jest czynna do 10 listopada, wstęp kosztuje złotówkę (przynajmniej w soboty, kiedy tam byliśmy).

Dużo przyjemniej spacerowało mi się po Warszawie, którą nadal odczuwam jako "moje" miasto mimo emigracji na prowincję i pewnego wewnętrznego zdziczenia. Kocham pić kawę w Warszawie, kocham pić zieloną herbatę w hipsta knajpkach i uwielbiam odkrywać na nowo te same miejsca. Albo zupełnie nowe. Chyba zaczynam tęsknić. Tylko nie wiem czy bardziej za powrotem, czy ucieczką jeszcze dalej?