A w tym wypadku do pesowskiego Swinga, który dla mnie jako pierwszy przystaje do miana nowoczesnego tramwaju. Wcześniejsze miały tylko co nowsze elementy, ale nie nadawały się do niczego (nie piszę o zabytkach, tylko o tych co częściowo je zastępowały). Ciasne, tylko fragmentarycznie przystosowane dla niepełnosprawnych i matek z wózkami, głośne i duszne. Tutaj ogrzewane zimą, klimatyzowane latem, dużo powietrza w środku, dzięki czemu jest czym oddychać. Oczywiście zatłoczone bywają jak każde inne, ale tłok w Swingu a tłok w zwykłym tramwaju to jednak inna jakość. Przez ostatnie cyrki z metrem miałam okazję porównać i Swing bije starsze na głowę. Człowiek nie może sobie swobodnie pomachać rękami, ale przynajmniej nie stoi na jednej nodze ściśnięty jak sardynka. ;)
Poniższe mijające się Swingi sfocone w pobliżu przedwojennej zajezdni przy Kawęczyńskiej. :)