Aktualności

Blog jest aktualizowany kilka razy w miesiącu. Nie traćwa nadziei, może kiedyś będzie częściej.

piątek, 31 stycznia 2014

==== Barierka przy Żelaznej ====

Świadek starych czasów. Kiedyś to miejsce wyglądało inaczej. Przez kilka lat nawet kursowały tramwaje, jak całą Żelazną i Złotą. Czasem widuję stare zdjęcia tych miejsc, ale nijak sobie nie potrafię ich wyobrazić w rzeczywistości. Są jak amerykańskie czarno białe filmy, kartonowe dekoracje. A jednak coś zostało.

16 komentarze:

Michel pisze...

Tramwaje po wiadukcie jeździły blisko 20 lat, do 1968 roku! A na Żelaznej, chyba wciąż są stare słupy tramwajowe, a na Norblinie hak od podwieszania sieci.

lavinka pisze...

Tak, słupy są. Co do Norblina, haka nie widziałam. Takie drobiazgi trudno wypatrzyć, jeśli człowiek nie spodziewa się ich zobaczyć.

wariag aleksiejewski pisze...

@Lavinka - kolory przedwojennej Warszawy
http://www.youtube.com/watch?v=FGLv8sFK3EM

weldon pisze...

Podobno Żelazna swoja nazwę zawdzięcza żelaznym kratom, które wykładali na ulicę, mocno niszczoną przez przejeżdżające wozy. Ile wytrzymali z tymi kratami ...?
Nie wiem :D

vojtek pisze...

Lavinko. Fajnie, że wpadłaś. Rybki to ja lubię łapać i jeść. Lubię po prostu kuchnię rybną. Tego dorsza co jadłem to przed chwilką z morza przywieźli. Idę do Ciebie.


Lavinko. Lubie elementy starej Warszawy. Bo całości już nie ma. Jak moja mama żyła to się zawsze pytałem o przedwojenną Warszawę. Co myśleli, czuli ludzie. Ale tego raczej się nie można dowiedzieć. Pozdrawiam Ciebie i Was serdecznie.
Vojtek

lavinka pisze...

Jak się czuli ludzie przed wojną, nawet nie próbuję zgadywać. Ale domyślam się, że było im dużo ciężej niż nam obecnie.

Marcin pisze...

Czarno-białe zdjęcia odrealniają. Zwłaszcza te, przedstawiające świat, którego nie ma. Trudno go sobie, że tak powiem, realistycznie wyobrazić. Faktycznie wygląda jak dekoracja filmowa.

Michel pisze...

weldon, skąd ty taką bajkę o pochodzeniu nazwy ulicy Żelaznej wziąłeś? Żelazny "bruk" na podmiejskiej drodze w XVIII w.?!

Piotr H. pisze...

Dlaczego uważasz, że im było ciężej?

lavinka pisze...

No weź proszę, choćby z powodu braku toalet, mikrofalówek, pensji starczającej na jedzenie bez wyrzeczeń, urlopu za granicą, latania samolotem, niegłodowania przy okazji każdej wojny...

Piotr H. pisze...

Ale np. wojen było w XIX wieku dużo mniej niż w XX, a braku mikrofalówek czy samolotów naprawdę nie odczuwali jako przykrości, tak samo jak my nie odczuwamy jako przykrości braku urządzeń xvcnbcu i ncbcyc, których sobie w ogóle nie wyobrażamy. Ja tam przez całe dzieciństwo słyszałem z ust dziadków jak mantrę: przed wojną to było życie... (w znaczeniu, że takie świetne).

lavinka pisze...

Weź no proszę. Śmiertelność niemowląt, śmiertelność kobiet w ciąży i podczas porodów, wszelkie choroby z atakami cholery na porządku dziennym. Naprawdę było im łatwo? Na tej zasadzie możemy mówić, że człowiekowi z epoki kamienia łupanego też żyło się przyjemnie. A że co roku większość rodziny mu wymierała, to taki mało istotny szczegół.

Piotr H. pisze...

Śmiertelność niemowląt i kobiet w połogu - tak, to jest ewidentny postęp, ale raczej nie w stosunku do przedwojny, kiedy w Europie sytuacja był już pod tym względem w miarę opanowana. Człowiek z epoki kamienia łupanego za to nie znał nowotworów, na które my z reguły w mękach umieramy - masowe zachorowania na nowotwory to choroba cywilizacyjna. Oczywiście możemy zacząć przesadzać, obstając przy swoich stanowiskach - gdyby co roku wymierała większość rodziny, to ludzkość szybko by znikła.

lavinka pisze...

No to Ci się tak wydaje, że była opanowana. Tak naprawdę tego rodzaju statystyki polepszyły się dopiero w latach 50. A tak naprawdę super zrobiło się w 70. Wcześniej tygodniowo w szpitalu łódzkim potrafiły zemrzeć trzy kobiety albo dzieci. Bo koklusz, bo biegunka, bo cokolwiek. A w miastach było lepiej, na wsi to już w ogóle szkoda gadać (ale dla odmiany na wsi trudniej było się zarazić, więc coś za coś). Mnie chodzi o porównywanie czasów >1950 do 1915 na przykład. Nie chodzi mi o mityczne międzywojnie, bo wtedy owszem było ciut lepiej. Przed drugą wojną normalne były osiedla kartonowych bud i baraków nad Wisłą, albo wzdłuż skarpy wiślanej. Mieszkały tam całe rodziny, albo głównie bezdomni chłopcy, których były całe zastępy. Coś tam próbowano z nimi robić, ale w większości byli to drobni złodzieje szkolący siebie nawzajem. Kradzieże były plagą tamtych czasów, przynajmniej jak się czyta kroniki gazetowe. Kradziono wszystko, od ubrań po cegłę.

Piotr H. pisze...

Wygląda na to, że należymy do przeciwnych obozów - powiedzmy, Postępu i Reakcji. Możemy tak długo dyskutować, pomijając jedne rzeczy, wyolbrzymiając inne. Cóż, może powinienem sprawić sobie mikrofalówkę, nie przyszło mi dotąd do głowy, że to może uszczęśliwić :)

lavinka pisze...

Mnie bardzo uszczęśliwiło. Teraz marzę o zmywarce i Kindlu. I może tablecie.

Prześlij komentarz