Należę do tych nielicznych osób, dla których wizyta w centrum handlowym
jest smutną koniecznością. Jak ryba w wodzie czuję się na bazarze, na
targu. Tu jestem zadręczana kiepską muzyką i nabzdyczonymi minami
młodych sprzedawczyń/sprzedawców. No i najgorsze - w centrum handloym
nie można się targować. Wielki to błąd.
No, ale żeby wizyta nie była taka straszna pofociłam sobie kilka detali oraz gitarę, nowy symbol centrum Warszawy. :)
Git Ara górująca nad Pajacykiem.