Ciągle mam żal, że mimo przywrócenia oryginalnego balkonu na piętrze, nie zrobiono tam kawiarki, tej z kultowego filmu z Kaliną Jędrusik na podstawie książki Chmielewskiej... ech, może kiedyś.
A oto kadr z filmu
Ciągle mam żal, że mimo przywrócenia oryginalnego balkonu na piętrze, nie zrobiono tam kawiarki, tej z kultowego filmu z Kaliną Jędrusik na podstawie książki Chmielewskiej... ech, może kiedyś.
A oto kadr z filmu
Wydział komunikacji. I Polski Instytut Sztuki Filmowej. I biuro polityki zdrowotnej. I jakieś inne gówna.
Ale coś ładnego jest w tym budynku. Nie umiem złapać tego, co.
Centrum jest fajne, ale na zdjęciach zawsze mi wychodzi ponuro. Chyba po prostu naukowcy nie lubią radości. ;)
Póki co ten obiekt wygrywa mój konkurs na najbrzydszy budynek w WarszawieA to jeszcze zeszłoroczna wstawka ze środka, też było ciemno.Zamiast krzaków i ruder wysokie biurowce i budynki mieszkalne. Moim zdaniem jednak trochę za wysokie.
A to wszystko zaczęło się od hotelu Ibis, który wyskoczył ponad miarę i razem z Intraco wyznaczyli "poziom" zabudowy.Rzadko jeżdżę metrem linii poziomej, a jeszcze rzadziej metrem na zachód. Ale tym razem się trafiło, to cyknęłam w przelocie parę fotek. Jedna z ładniejszych stacji. Podczas jazdy widziałam jeszcze ładniejszą, z czarnymi ścianami, może kiedyś się tam wybiorę specjalnie.
Bardzo mi się podoba ta sieć.Ale sufit też jest niczego sobie.Łażąc po kładce zauważyłam, że niestety jeszcze knajpy na dole nie działają. Szkoda, wpadłabym na kawę. Kapitaliści przegapili sporą okazję do zarobku. ;)
W każdym razie to moje ulubione połączenie drewna i stali.
Wszyscy byli, to ja też. Jako że i tak musiałam wiosną pojechać do Warszawy w sprawach wszelakich, zarezerwowałam sobie cały poranek na spacery. Niestety rano trochę kropił deszcz, przez co zdjęcia wyszły ciemne, ale za to na kładce nie było dzikiego tłumu i dało się ją sfotografować bez trzaskania ludziom aparatem w oczy. Owszem, upolowałam trochę rowerzystów, ale to co innego. ;)
Kładkę w tym miejscu uważam za bardzo potrzebną. Strasznie drogo wyszła jej budowa, jestem przekonana, że dało się to wybudować za 25% ceny, ale takie czasy, że każdy wujek prezesa i pan Zenek muszą swoją dolę dostać, to i się tu "podrożyło". Kładka jeszcze jest wykańczana od dołu, widać że ledwo ją zrobili na wybory. Moim zdaniem wybory samorządowe są za rzadko. Powinny być co dwa lata, takie inwestycje byłyby szybciej oddawane do użytku. ;)
Relację rozpoczynam od kadru, który raczej nie jest popularny, czyli widoku spod dziurawej łódki na praskim brzegu. Piękny punkt widokowy. Poświęcę mu osobny wpis, tu tylko po prostu widok.
Sama kładka jest dość szeroka (spodziewałam się węższej), ale coś czuję, że w weekendy będą tu dzikie tłumy pieszych i jako przeprawa rowerowa będzie się słabo sprawdzać. Natomiast w ciągu dnia i w tygodniu jak najbardziej. Tylko trzeba uważać po praskiej stronie na dwa grube słupki. Miejsca są na dwa kolejne, może jeszcze nie zdążyli zamontować, nie wiem.
Kładka wbrew pozorom jeszcze nie jest ukończona. Cały czas trwają prace wykończeniowe, budowa wre, na kładce można spotkać pracowników, którzy jeszcze naprawiają różne drobne elementy. Przez rozgardiasz na dole nadal niestety nie ma zejścia nad Wisłę, może uda się to zrobić do wakacji.
Chyba najbardziej malowniczy fragment kładki to ten z lampami w środku. To jedno z najwyższych miejsc. Chodząc po kładce, która chyba nigdzie nie jest płaska, ma się zaburzone poczucie poziomu. Wszystko jest krzywe, kładka, horyzont, budynki. Robienie "niekrzywych" zdjęć było dla mnie dużym wyzwaniem i w końcu machnęłam ręką i wyprostowałam je ręcznie na komputerze. ;)