Aktualności

Blog jest aktualizowany rzadko, ponieważ nieczęsto bywam w Warszawie. Ale czasem coś wrzucę.

piątek, 6 stycznia 2012

=== Noworoczne lenistwo ===

Wraz z natłokiem świąt wszelakich i pracy w te święta, trochę mi zabrakło zapału do blogowania. Aura też dołożyła swoje trzy grosze. Wrzucam zatem cokolwiek, komórkową słabą fotkę przerobioną nieco. Chyba kiedyś Marcin wrzucił podobne ujęcie. Budynek dość nijaki, ale za to z elewacją w zgrabnym rytmie, co bardzo bardzo lubię. Najlepiej widać to właśnie w nocy :)

wtorek, 3 stycznia 2012

====== Psotki i Śmieszki ======

Czyli ogrodzenie pewnego ciekawego przedszkola przy Ludnej z jeszcze bardziej ciekawym regulaminem, oddzielnym do szatni, ogrodu, sali gimnastycznej i sal lekcyjnych. Polecam lekturę ;)
Poniżej mała próbka, jeden z kilkudziesięciu punktów regulaminu szatni: "Ubieranie dzieci w szatni organizowane jest z udziałem woźnej frontalnie wg ustalonych etapów ubierania"
Foto (c) ToMi





p.s. Przedszkole zaliczam do kategorii i albumu Uczelnie, co by nie mnożyć bytów :)

poniedziałek, 2 stycznia 2012

=== Poczet Królów Polski i nie tylko - pałac Daniłowiczów ===

Dziś siedziba znienawidzonego ZAIKSu wyróżnia się głównie popiersiami królewskimi w elewacji. Ponoć są też tam jacyś książęta litewscy. Adres przypisany do ulicy Hipotecznej, jednak droga dojazdowa nadal nosi nazwę pierwotnych właścicieli gruntów. Sama historia tego miejsca jest bardzo ciekawa. Czego tu nie było... pierwsza w Polsce biblioteka publiczna, a później nawet magazyn mąki :)
Ale początkowo była to skromna siedziba szlachecka, za to z bogatym skarbcem w piwnicach (wiek XVII). Właścicielem był jeden z najbogatszych Polaków tamtych czasów, podskarbi wielki koronny Jan Mikołaj Daniłowicz. Była to warszawska rezydencja otoczona ogrodem, który pierwotnie sięgał aż po dzisiejszy plac Teatralny. Niestety właściciel zmarł bezpotomnie i spadkobiercy jakiś czas później odsprzedali posiadłość jezuitom, co spowodowało wiele konfliktów rodzinnych. I to był początek końca, z czasem grunty rozparcelowano i dwór stał pusty. Dopiero w XVIII właścicielem został biskup płocki i kanclerz wielki koronny Andrzej Stanisław Kostka Załuski (i weź to człowieku zapamiętaj).Właśnie wtedy powstał pomysł biblioteki publicznej. W zbieraniu księgozbioru uczestniczył bardzo aktywnie brat Andrzeja - Józef Jędrzej. Niestety nie działało to tak jak powinno, podczas działania biblioteki książki rozkradano. Co prawda bibliotekę rozbudowano, ale na nic to się zdało. Po śmierci właściciela budynek przeszedł w zarząd KEN. Powstanie kościuszkowskie to był gwóźdź do trumny. Rosjanie za pomocą kozaków wszystko wywieźli do Petersburga i po tak zwanych ptokach (a może raczej pticach).
I tak na początku XIXw. budynek zamieniono na magazyn mąki.Długo tego nie było, rok później budynek się spalił, a ruinę kupił Stanisłam Kłossowski. Ale budynek odbudował dopiero następny właściciel, dawny szambelan Stanisława Augusta - Stanisław Nowakowski. Pałac zamienił się w kamienicę z tzw. "wyższej półki". I tu zaczyna się historia z ciekawym wystrojem elewacji. W 1821r. na terenie posesji odnaleziono kamienne głowy królów i książąt polskich. Dorzucono jeszcze Stanisława Augusta i Fryderyka Augusta i wmurowano w ściany oficyn.
Kamienica przechodziła z rąk do rąk. Ostatecznie pod koniec XIXw. nabył ją Ksawery Branicki. Oficyny rozebrano, a rzeźby przeniesiono na fasadę dawnej biblioteki. Co ciekawe, budynek jako tako przetrwał obie wojny światowe, dopiero po powstaniu warszawskim Niemcy wycofując się - spalili go doszczętnie. Cholerne powstanie. W ruinie stał przez kolejne 20 lat, by wreszcie "mniej-więcej" przywrócono mu formę sprzed wojny. Inny jest dach i przyziemie.
Dużo dużo więcej można przeczytać w artykule w Wyborczej, a bibliofilom polecam książkę Konrada zawadzkiego "Dom pod Królami" (1973).

Pozostałe głowy znajdziecie w albumie CENTRUM

Dzięki blogowi Marcina wrzucam też fotkę przedwojenną (1898). Ciutkę jednak inaczej odbudowano. No i nie ma fajnego skweru z kapliczką. Za to jest parking. Hrr. Nie mam pojęcia skąd się wzięła madonna w elewacji. Ale to nie jest figurka z kapliczki, ma inaczej ułożone dłonie do modlitwy. Może to tylko luźne nawiązanie. Dokładne źródło fotki jest wyjaśnione na blogu Marcina :)

piątek, 30 grudnia 2011

===== Dżungla w Warszawie ======

Żeby dostać się do dżungli, nie trzeba już dalekich zamorskich wypraw. Wystarczy wsiąść w metro, dojechać do pl. Wilsona i tam udać się na spacer w kierunku fortu zatopionego w parku. A tam - całoroczne pnącza porastające drzewa baaardzo wysoooko! Zimą wygląda jeszcze lepiej, oczywiście zimą ze śniegiem. :)