Jedyny działający aparat pojechał w góry, byłam skazana na komórkę. Dlatego fotki marne, ale zawsze jakieś. Może w międzyczasie nieco lepsze dorzuci Rubeus. Na dodatek pociąg z Żyrardowa odjeżdżał o innej porze niż było napisane w internetach, przez co mało co a bym się sama spóźniła. Prócz Rubeusa towarzyszył mi mój brat, który po problemach z kręgosłupem po raz pierwszy wsiadł na ostre od zimy. Masa wlokła się niemiłosiernie.
Trasa leciała na Bielany, zahaczając o moje osiedle Wawrzyszew gdzie się odłączyłam (obowiązki keszowe). Pogoda dopisała mimo prognoz przepowiadających możliwe przelotne deszcze (które spadły dopiero dnia następnego). Wszystkie
zdjęcia na picasie.
p.s W Masie wzięło udział 2125 rowerzystów, spodziewałam się że dużo po długości ale nie liczyłam na przekroczenie 2k.

