a potem przeszła kilkanaście metrów dalej zobaczyła wejscie na posesję BEZ_FURTKI. Tam też był drewniany dom, ale wyglądał na niezamieszkały... co po jakimś czasie okazało się nieprawdą. Ale o tym później...
Piękny dom, piękne detale, piękne drewniane deski.... nic dziwnego,że lavinka chciała zwiedzić wnętrze... ale tu pojawił się pewien problem... w drzwiach wejściowych zatrzymał lavinkę pająk....
ale przecież lavinka pająków się nie boi... no to jakoś przecisnęła się pod pajęczyną i tu pojawił się nowy problem... kolejne dwie pajęczyny z dwoma pająkami.... tak misternie utkane, że szkoda było je niszczyć... by je ominąć lavinka musiałaby wykonać manewr z Aniołków Charliego... z którego zrezygnowała nie będąc w formie... udało jej się tylko sfocić przedsionek z daleka...
Gdy tylko jakoś lavinka zdołała przeczołgać się z powrotem pod pierwszą pajęczyną na zewnątrz zadzwonił telefon.... z pająkiem nad głową, aparatem w jednej ręce a komórką w drugiej wyglądała dość komicznie... na szczęście udało jej się prędko spławić rozmówcę... :) i kontynuowała przedzieranie się przez krzaki i małe drzewa...
Morał dla wędrowców: nawet najbardziej sypiące się domostwo może być zamieszkane i należy uszanować prywatność domowników :)
A pozostałe zdjęcia są tutaj: LINK