Na Mazowszu jest sporo takich wiosek. Dom po domu, chałupa po chałupie. Zostają tylko kapliczki, pielęgnowane przez dobre dusze. Za daleko do miasta, nic ich nie wchłonie, nie będzie kapliczki na parkingu supermarketu. Kiedy ostatni mieszkaniec wsi wyjedzie lub umrze, kapliczka zamieni się w próchno, jak wiele innych przed nią.

A w Warszawie kapliczki się nieźle trzymają i są odnawiane.
OdpowiedzUsuńW niektórych miejscowościach też, zadbane że aż:) a ta tutaj jakaś taka bieduleńka..
OdpowiedzUsuńPiękna ta kapliczka. Nie taka bieduleńka. Błękitna!
OdpowiedzUsuńŻeby jeszcze nie ta papa, to byłoby git!
OdpowiedzUsuńChyba wolę papę niż ordynarną blachodachówkę. Tu pasuje. No i bez papy padłaby szybciej. Z tyłu jest bielona chałupka, raczej opuszczona, ale ogrodzenie kompletne, wieś na poły jeszcze zamieszkana, sam środek, to nie wchodziliśmy.
OdpowiedzUsuńA każda z tych kapliczek ma pewnie swoją historię i to jest w nich najciekawsze. Wg mnie ta papa nawet nieźle wygląda na tej kapliczce.
OdpowiedzUsuńJa mam swoje dwie kapliczki warszawskie, budowane przez dziadków, więc mają dla mnie wielką wartość sentymentalną.
OdpowiedzUsuń