Ze skweru na przeciwko jest wspaniały widok na Siekierki, a ja sobie cyknęłam toto z hamerykańską flagą. Konsul jaki mieszka albo ambasador, czy co? Nieważne, i tak mnie wsadzą ;)
Fotka pzrerobiona filtrem z picasy (lata 60).
W oryginale śnieg wyglądał także nijako, a niebo było wściekłe. W ogóle fotki były jakieś takie byle jakie, z rdzą przynajmniej mają lekki "klymat". :)
Cross to inny efekt, równie fajny. Teraz się bawię, ale na stałe też wolę bez efektów. Tylko korekcja jasności/kontrastu, czaaasem balansu bieli (głównie przy sztucznym oświetleniu).
Marcin, Ci ręce podły to powiem Ci, że crossprocess jest to wywołanie slajdu jak negatywu dzięki czemu uzyskuje się odrealnione kolory. W dobie cyfryzacji i fotoszopizacji można to zrobić na kompie. A tak w ogóle Lav to ładne ujęcia. Pozdrawiam.
Zrobiłem parze moich przyjaciół sesję ślubną plenerową. Jedno zdjęcie zrobiłem przez pomyłkę za jasne (prześwietlone) i próbowałem je naprawić później filtrami w komputerze. Nie jestem zadowolony do końca z efektu, ale przynajmniej da się patrzeć - teraz już nie wygląda, jak podczas wybuchu bomby atomowej.
Gdy album pokazywałem koledze (nie panu młodemu), akurat przy tym jedynym (z chyba 100) zdjęciu powiedział "o, ale fajne światło!"
Czasem tak bywa, że popsute zdjęcie po obrobieniu albo nawet wywołaniu na papierze zyskuje nową jakość i właśnie dlatego jest fajne, że nieidealne i z tego powodu niepodobne do innych. Dlatego czasem i tu na blog takie wrzucam (ostatnio chyba z ronda de Gaulle'a zrobione z komórki) :)
Chata ambasadora - na wiki fotka z drugiej strony http://pl.wikipedia.org/w/index.php?title=Plik:U.S_Ambassador%27s_Residence_in_Poland.jpg&filetimestamp=20100711113925 Kiedyś miałam w domu katalog z domami amerykańskimi, szkoda że polska architektura poszła w słaby dworek typu Gargamel, a nie w takie domy. Te przynajmniej mają jakieś proporcje. Może nie pasują do polskiego pejzażu, ale na Boga, czy Gargamele pasują? No właśnie.
A gdzie tam nie pasują. Pięknie wygląda, ktoś niewtajemniczony pewnie by strzelał, że to gdzieś w Nowej Anglii - Vermont, Massachusetts, New Hampshire, te okolice.
Nie pasują o tyle, że u nas nie było tradycji wiktoriańskich ani żadnych innych tego typu. A szkoda, że nie poszliśmy w styl zakopiański. Bo ładny by był i turystom by się dobrze sprzedawał nie tylko w górach. Styl dworkowy nawiązuje tylko w nazwie niestety. Bo ciężko nazwać koszmary z trójkątem i dwiema kolumnami nawiązaniem do klasycyzmu, z którego wywodziły się dwory szlacheckie.
Działo odprzodkować, cel ... :) Chyba wsadzą nas w trójkę, mam nadzieję, że do jednej celi.
OdpowiedzUsuńTo już robią cele dwupłciowe? :)
OdpowiedzUsuńMiejscówka sympatyczna, ale filtr kompletnie mi nie leży, bo śnieg (i inne białe rzeczy) zrobiły się równie pomarańczowe, a niebo szaroburoniebieskie.
OdpowiedzUsuńW oryginale śnieg wyglądał także nijako, a niebo było wściekłe. W ogóle fotki były jakieś takie byle jakie, z rdzą przynajmniej mają lekki "klymat". :)
OdpowiedzUsuń@lavinka - aaa, o tym nie pomyślałem ;)
OdpowiedzUsuńJa tam wolę w GIMP-ie sam ten efekt osiągnąć... W Picasie przejrzałem tylko te filtry z ciekaowści. Niektóre fajne... ale jednak - GIMP to GIMP. :)
OdpowiedzUsuńA ja filtrów używam tylko do wody w czajniku.
OdpowiedzUsuńA swoją drogą, teren Skarpy obfituje w takie liczne, dobrze pochowane ładne domki, o których - że zacytuję klaska gatunku - mało kto wie.
to rezydencja ambasadora Usiech. jak mało który powojenny dom, odstaje od reszty zabudowy Warszawy - stylem, ale też jakością architektury ;-)
OdpowiedzUsuńFoty polane sokiem z pomarańczy :)
OdpowiedzUsuńCross process ... Da się odkręcić ;)
OdpowiedzUsuńCross to inny efekt, równie fajny. Teraz się bawię, ale na stałe też wolę bez efektów. Tylko korekcja jasności/kontrastu, czaaasem balansu bieli (głównie przy sztucznym oświetleniu).
OdpowiedzUsuńAj, CIA wycięło mojego komcia z rana! Spróbuję jeszcze raz i mam nadzieję że mi komputer nie wybuchnie.
OdpowiedzUsuńJeśli nie zastrzelili przy robieniu zdjęcia, to teraz chyba nie wsadz...
BUM!!!
Znam takich, co za crossowanie by zastrzelili ...
OdpowiedzUsuńOoops, przepraszam ... :D
Całkiem ładne ujęcia. Pozdrawiam
OdpowiedzUsuńJa strzelam za złe HDRy ;)
OdpowiedzUsuńCo to jest cross?
OdpowiedzUsuńNazwa efektu, trochę podrasowuje na zdjęciu kolory. Często stosowany na blogach szafiarek (tych vintage) :)
OdpowiedzUsuń@Marcin - nie chcesz wiedzieć ;)
OdpowiedzUsuńA jeśli chcesz - białe zmienia się w rudawe, a czarne w niebieskawe. Nie pytaj po co.
@Lav - Szafiarki vintage? To jakiś gatunek pająków?
OdpowiedzUsuń@I am I - nie pytam po co, i tak nigdy nie rozumiem przetwarzania zdjęć.
Marcin, Ci ręce podły to powiem Ci, że crossprocess jest to wywołanie slajdu jak negatywu dzięki czemu uzyskuje się odrealnione kolory. W dobie cyfryzacji i fotoszopizacji można to zrobić na kompie. A tak w ogóle Lav to ładne ujęcia. Pozdrawiam.
OdpowiedzUsuńA, rozumiem. Biorę kanapkę z szynką, gryzę a ona smakuje jak kompot porzeczkowy. Dzięki!
OdpowiedzUsuńNie nie nie. Bierzesz chleb z szynką a smakuje jak bułka z sopocką :D Bardziej w ten deseń ;)
OdpowiedzUsuńPrzepraszam, pomyliło mi się z kuchnią molekularną i marynowanymi w ciekłym azocie ogonami bobrów o smaku karpatki ze śledziem.
OdpowiedzUsuńMarcin, co Ci będę tłumaczyć wpisz frazę w gugle to Ci retro szafiarki same wyskoczą. :)
OdpowiedzUsuńOj wiem, żartuję przecież. Tylko mnie trochę dziwi to przerabianie zdjęć. Ale ja się nie znam.
OdpowiedzUsuńOt bajer. Ten spodobał mi się, bo robi ze zdjęcia takie nieco stare ORWO :)
OdpowiedzUsuńZrobiłem parze moich przyjaciół sesję ślubną plenerową. Jedno zdjęcie zrobiłem przez pomyłkę za jasne (prześwietlone) i próbowałem je naprawić później filtrami w komputerze. Nie jestem zadowolony do końca z efektu, ale przynajmniej da się patrzeć - teraz już nie wygląda, jak podczas wybuchu bomby atomowej.
OdpowiedzUsuńGdy album pokazywałem koledze (nie panu młodemu), akurat przy tym jedynym (z chyba 100) zdjęciu powiedział "o, ale fajne światło!"
Witki opadają.
Czasem tak bywa, że popsute zdjęcie po obrobieniu albo nawet wywołaniu na papierze zyskuje nową jakość i właśnie dlatego jest fajne, że nieidealne i z tego powodu niepodobne do innych. Dlatego czasem i tu na blog takie wrzucam (ostatnio chyba z ronda de Gaulle'a zrobione z komórki) :)
OdpowiedzUsuńA niech mnie, ten budynek ma typowo amerykańskie okna, takie odsuwane do góry, jak na holyłódzkich filmiszczach. Ciekawe, co też się tam mieści.
OdpowiedzUsuńChata ambasadora - na wiki fotka z drugiej strony http://pl.wikipedia.org/w/index.php?title=Plik:U.S_Ambassador%27s_Residence_in_Poland.jpg&filetimestamp=20100711113925
OdpowiedzUsuńKiedyś miałam w domu katalog z domami amerykańskimi, szkoda że polska architektura poszła w słaby dworek typu Gargamel, a nie w takie domy. Te przynajmniej mają jakieś proporcje. Może nie pasują do polskiego pejzażu, ale na Boga, czy Gargamele pasują? No właśnie.
A gdzie tam nie pasują. Pięknie wygląda, ktoś niewtajemniczony pewnie by strzelał, że to gdzieś w Nowej Anglii - Vermont, Massachusetts, New Hampshire, te okolice.
OdpowiedzUsuńNie pasują o tyle, że u nas nie było tradycji wiktoriańskich ani żadnych innych tego typu. A szkoda, że nie poszliśmy w styl zakopiański. Bo ładny by był i turystom by się dobrze sprzedawał nie tylko w górach. Styl dworkowy nawiązuje tylko w nazwie niestety. Bo ciężko nazwać koszmary z trójkątem i dwiema kolumnami nawiązaniem do klasycyzmu, z którego wywodziły się dwory szlacheckie.
OdpowiedzUsuń