Strony

czwartek, 9 czerwca 2011

===== Maluch na służbie =====

Ucieleśnienie marzeń wielu Polaków z lat 80 - dziś jako reklama wulkanizacji. :)

12 komentarzy:

  1. Ten lux rozwala.
    Można smiało z tego temat na akcję zrobić.

    OdpowiedzUsuń
  2. Paulino!
    Bardzo dobrze to uchwyciłaś. Ja malucha miałem i zjeździłem nim pół Polski:)
    Z bagażnikiem na dachu i rowerem dla syna:)
    Teraz to się zastanawiam jak to się wszystko mieściło?
    Pozdrawiam Vojtek

    OdpowiedzUsuń
  3. Jak się mieściło? Cud! ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Phi, myśmy w czwórkę + pies jeździli na dwutygodniowe wakacje, z pontonem, walizkami na dachu i bagażami poupychanymi wszędzie, a ja już wtedy nie byłem z tych małych. Tyle, że maluch to marzenie bardziej lat 70 - dekadę później to już prędzej polonez.

    OdpowiedzUsuń
  5. Polonez to druga połowa lat 80 i całe 90. Mały fiat dla zwykłych ludzi (a i tak na talony) był dostępny dopiero od koniec lat 70. Masowo na podwórkach pojawiły się jakoś w okresie stanu wojennego. Wcześniej jednak dominowała syrenka i duży fiat.

    OdpowiedzUsuń
  6. Moi rodzice także mieli "malucha" ale moim jedynym marzeniem, związanym z tym samochodem, było to żeby jak najszybciej się go pozbyli.

    OdpowiedzUsuń
  7. Co by nie mówić kaszelmany zmotoryzowały Polskę. Najpierw obiekt westchnień, potem drwin dziś egzemplarz w dobrym stanie jest marzeniem maniaków motoryzacji podobnie jak poldek czy fiat 125p.

    OdpowiedzUsuń
  8. Ja żałuję, nigdy nie miałem okazji jechać maluchem jako kierowca.

    OdpowiedzUsuń
  9. Eno, o samochodach to ja mogę długo ;)
    Malucha zaczęli produkować niemal równo 38 lat temu w Bielsku, a dwa lata później w Tychach. Oczywiście był niedostępny dla "Kowalskiego" (jak niemal wszystko wtedy), ale z pewnością był przedmiotem marzeń w połowie lat '70. Za to wchodzący pięć lat po premierze malucha polonez był przedmiotem marzeń już w późnych latach '70 i w pierwszej połowie lat '80, bo był nieporównywalny do malucha, a co więcej był nowoczesny nawet w stosunku do podobnych wozów zachodnich z lat '70 (no może z wyjątkiem silnika odziedziczonego po dużym fiacie, który już w fiacie był przestarzały), i nieporównywalnie lepszy od dowolnego samochodu z demoludów. Jak wszedł polonez, to już do malucha praktycznie nie wzdychano, co oczywiście nie znaczy, że był dostępny.
    Taka duma, panie!

    OdpowiedzUsuń
  10. @I am I: Nie wiem w jakiś czasach żyłeś, ale w połowie lat 70 mój ojciec miał dużego fiata i za Chiny Ludowe nie zamieniłby go na malucha(już o marzeniu o nim tym bardziej nie ma mowy). Ludzie rzucili się na maluchy po stanie wojennym, bo nowy duży fiat był wówczas poza zasięgiem.
    Co do poloneza, to odkąd pamiętam - był wyśmiewany. Ludziska się zabijali o duże fiaty z drugiego obiegu, byleby tym szajsem nie jeździć (dużo palił a kabinę i bagażnik miał niewiele większą od malucha w środku). Co nie oznacza, że nie brakowało jeleni, którzy go kupili. ;)

    @Szary Burek: Ja miałam okazję mając 10 lat(samochód wujka) i naprawdę powiem Ci, nie ma czego żałować ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. Oczywiste jest, że nikt normalny nie zamieniłby dużego fiata na malucha. A rzucać na maluchy ludzie to się mogli wtedy długo i namiętnie, ale chyba tylko na te stojące na parkingu, bo sklepów z samochodami nie było, jak wiadomo. Mówię tylko i wyłącznie o tytułowym 'ucieleśnieniu marzeń', i było tak jak napisałem, bo czasy te pamiętam osobiście, znaczy z pierwszej ręki, a nie z opowiadań. Polonez przestał być przedmiotem pożądania dopiero pod koniec lat '80, wraz z otwarciem na zachód.
    PS 1. Maluch był pożądany (ale nie jako 'ucieleśnienie marzeń') w czasach kartek na benzynę z powodów oczywistych.
    PS 2. Jeśli poldek ma kabinę i bagażnik "niewiele większe od malucha", to chyba mówimy o różnych samochodach.

    OdpowiedzUsuń
  12. Piekna reklama. Na pewno napedza klientow. :-)
    Z dziecinstwa i bardzo wczesnej mlodosci pamietam podobna w warsztatu przy Grochowskiej, niedaleko miejsca gdzie dzis stoi moloch Reala. Na dachu warsztatu stal caly maluch, tzn. karoseria i kola, w kolorze pomaranczowym. Byl to element lokalnego krajobrazu przez ladnych pare lat, wiec chyba wlasciciel wtargal na dach prawdziwa skorupe a nie podrobke z tektury. Nie wiem, czy reklama zwiekszyla obroty warsztatu, ale wzrok dziecka przyciagala skutecznie i dzialala na wyobraznie.

    OdpowiedzUsuń