Czyli nic nowego w sumie. Bardzo mi jednak brakowało tych rowerowych wypraw do nikąd. Wróciłam uskrzydlona, mimo że od wiatru nieco szczypała mnie twarz.
Obiecuję, że następnym razem naprawdę utopimy Marzannę, tym razem zapomnieliśmy z wrażenia ;)
Wszystkie (ponad 100 zdjęć, Olek wrócił z serwisu) w albumie MIĘDZYBORÓW I OKOLICA 2
No i wszystko jasne - to przez to, żeście nie utopiliście Marzanki jest nadal tak paskudnie zimno. Wstyyyd!
OdpowiedzUsuńPozdrowienia spod Tatr dla mazowieckich pątników :-)
OdpowiedzUsuńJezu, ale u nas ziąb!
Trzeba było samemu topić ;P
OdpowiedzUsuńLepiej z tym topieniem się nie przyzwyczajać ;)
OdpowiedzUsuńA tak w ogóle, to kapitalne zdjęcia. Widzę, że potraficie spędzać czas. Posiłek pod drzewem...Pełen komfort :)
Tak mnie tymi piknikami Tomi rozpieścił, że jak jadę bez niego to mi czegoś brak. ;)
OdpowiedzUsuńNie ma jak piknik pod gołym niebem :)
OdpowiedzUsuńJak to było w Tytusie? U nas mówimy 'kęping' od kępy zielonej trawy.
Skoro o Marzannie mowa... Dziś miałem ochotę utopić całkiem spore stado kretynów w metrze. Kupię sobie karabin maszynowy, inaczej nie mogę w spokoju iść do pracy. Ludzie są gorsi niż owce.
OdpowiedzUsuńA czymże Ci się narazili?
OdpowiedzUsuńNa tłok w metrze chyba się uodporniłam. Jak zresztą każdy inny. Chyba mnie ludzie nie lubią, bo rozpycham się niemożebnie. ;)
OdpowiedzUsuńNa mnie tłok w metrze o tyle nie robi wrażenia, że rzadko jeżdżę metrem. Mnie co innego nieodmiennie osłabia. Jak jadę np tramwajem i wydaje się, że ktoś chce się przecisnąć obok mnie, to się lekko odsuwam, żeby zrobić miejsce. Po czym okazuje się, że taki kretyn staje dokładnie w miejscu, w którym ja przed sekundą stałem i ani myśli się przesunąć. Chyba stwierdza, że ja mu to miejsce dobrotliwie udostępniłem. Więc muszę się jakoś wyginać za jego plecami...To dopiero udręka (i bynajmniej nie ekstaza).
OdpowiedzUsuńNo to troszeczkę zazdroszczę, bo niestety moja Ola leży spsuta i nie wiem kiedy wyląduje w serwisie (chyba na początku kwietnia).
OdpowiedzUsuńProszę o bliższe informacje co do runa leśnego z galerii Picasa. Nie wygląda mi to na mech, prędzej jakieś rozchodniki? U nas coś podobnego rośnie na Pienińskim Pasie Skalicowym. W jakim kolorze kwitnie toto późną wiosną?
OdpowiedzUsuńNo niestety aż tak się nie znam. Rośnie tego sporo na wydmach. Raczej nie mech, ale takie coś mchopodobne.
OdpowiedzUsuńDość kreatywne metody piknikowania prezentujesz :)
OdpowiedzUsuńA swoją drogą - Koleje Mazowieckie niezmienne od lat :)
@ Rock 60-70 opisałeś jedną z sytuacji, która dziś się zdarzyła, i nie tylko dziś. Poza tym mam uczulenie na pipy z kawą w plastiku i tekturze, siorbiące tę kawę w metrze, ludzi taranujących wszystko i wszystkich bo MUSZĄ stanąć naprzeciwko wyświetlacza (niezależnie od tego co ów pokazuje), ludzi słuchających muzyki przez słuchawki przepuszczające dźwięk itp. Ale ja w ogóle ludzi nie lubię. No, w większości.
OdpowiedzUsuńMarcin, ciepło się robi, weź sobie pojeździj na holendrze do pracy, znajomi nie-trawiący-tłoku w komunikacji miejskiej bardzo sobie chwalą przesiadkę :)
OdpowiedzUsuńNie mam możliwości odświeżenia się w pracy, niestety. Poza tym metro samo w sobie jest ok, tylko brak mi tego karabinu.
OdpowiedzUsuńChyba cierpisz na tę samą przypadłość co ja. Z ludźmi fatalnie, ale bez nich też jakoś nieprzyjemnie. To jest jeden z tych powodów, który sprawia, że pomimo zmęczenia elementem ludzkim, nie mógłbym mimo to mieszkać po za Warszawą, czy nawet na jej obrzeżach. Po prostu muszę mieć wszystko na wyciągnięcie ręki. Z drugiej strony, marzy mi się spokój i cisza.
OdpowiedzUsuńTakie rozchwianie ma człek.
Zapraszam do Żyrardowa, ludzie w ilościach rozsądnych, wszystko blisko, a jak ktoś lubi tłok to może sobie pojechać w godzinach szczytu do Warszawy. Podróż trwa pół godziny :)
OdpowiedzUsuńAle ja bardzo lubię Warszawę. Podoba mi się to miasto i nie mam zamiaru się stąd wyprowadzać. Najwyżej wezmę jedną z masek Jasona, maczetę i trochę przerzedzę któregoś dnia. Muszę tylko załatwić, żeby w Tworkach pozwolili mi mieć własne DVD.
OdpowiedzUsuńNa lżejszych oddziałach pozwalają na komórki, to laptop z wifi dałby radę. By Ci rodzina przynosiła filmy na pendrivach :D
OdpowiedzUsuńMoja rodzina? Będą od dawna siedzieli na zamkniętym.
OdpowiedzUsuńUśmiałem się z wpisu Marcina :))
OdpowiedzUsuńFakt, Warszawa przez ostatnie 15-20 lat zgęstniała niemiłosiernie. Teraz nawet o 6 rano panuje duży ruch. Już nie ma tego uczucia, że o tak wczesnej porze człowiek jest sam...
Tak sobie myślę, że jakby mnie zamknęli na jakimś odludziu, to bym przez jakiś czas była szczęśliwa. Niestety na oddziałach tłok, niemal jak w metrze. Nie spodobałoby Ci się. Serio, serio. Najbardziej wkurzający jest personel. Jednej maczety by nie starczyło. Trzeba by porządną amunicję do porządnego karabinu :D
OdpowiedzUsuńWłączę jakąś swoją ulubioną płytę, sami wyjdą.
OdpowiedzUsuń@lavinka: no tak, jeżeli to roślinki wydmowe to nie dziwota, że nie mogłem ich skojarzyć. U nas ostatnią wydemkę rozryli w 1978 pod budowę gazowni:-(
OdpowiedzUsuńAle wyobrażam sobie jakie kolory bedą tam na przełomie kwietnia i maja:-)
@Rock 60-70, nie ma się z czego śmiać. To zdjęcie obok to naprawdę ja a nie zrzut z filmu. Jason forever!!!
OdpowiedzUsuńJuż nie będę. Nie mogę się doczekać tej rzeźni ;)
OdpowiedzUsuńA ja czekam na nowe recenzje na Rock 60-70 :-)
OdpowiedzUsuńE no, toż to mchy właśnie :-) To na czym leżę to zaraz jest zbliżenie i rosnie sobie może nie na wydmie, ale na piachu płaskim ;-) Ciekawa rzecz, bo z daleka rude, jak człowiek się zbliża to traci ten rudy kolor i dopiero z bliska widać znów rude elementy.
OdpowiedzUsuńA to takie żywozielone (ptem z daleka pod kubkiem), to tez mech, tyle że na betonie sobie rośnie
Z całym szacunkiem, mech to nie jest. Za wysoko rośnie.:) To żywozielone z Makroteki, wyglądające jak dżungla, owszem - ale to rdzawozielone to jakaś bardziej wysublimowana forma życia :)
OdpowiedzUsuńMarcin - to na razie poczekasz...inwencji mi zabrakło. Płyty są, muzyka jest, tylko nie mam weny by się za to zabrać :( Ale ale...ja czekam na twoje recenzje. Humor i satyra aż się z nich wylewa :))
OdpowiedzUsuńRock 60-70: To kopnij inwencję w zadek i pisz. Ja dziś dodałem jedną :-)
OdpowiedzUsuńEkhm, przepraszam autorkę wpisu za offtop :-)
Ja też chciałem Lavinkę przeprosić, że my tu sobie tak gadu gadu robimy :)
OdpowiedzUsuń@rock 6-70: ano wychodzi na to że nadmiar uprzejmości okazywany w środkach masowej komunikacji moze spowodowac cięzki uraz kręgosłupa. Przed uzyciem takowej skonsultuj się ze zwoim lekarzem lub farmaceutą, albowiem... itd:-)
OdpowiedzUsuń@Marcin: mnie raz netowy adwersarz odsyłał do niejakiego Ciborza. Intrygująca nazwa, pewnie mozna tam spotkać interesujących ludzi. Ciekaw jestem czy w kwestii czubków obowiązuje rejonizacja, bo ja niestety podlegam pod Kobierzyn :-(
@mateor: jako stary łazęga leśno-torfowiskowo mam wątpliwości co do Twojej mszastej teorii. Owszem, to pnące się w góre może być mchem płonnikiem, ale jakiejś odmiany a la Masovia:-) Optowałbym raczej za widłaczkami? A co do tych roślinek ze zdjęć sąsiadujących ze zdjęciem kubka to pasuję, tabula rasa formalnie. Słowem bez botanika nie razbieriosz...
OdpowiedzUsuńMoże jak się wybierzecie tam ponownie np latem i fotniecie kwiatostany to sie sprawa wyjaśni.
Aby włączyć się do "mszastego" tematu: to na zdjęciach sąsiadujących z kubkiem to bez wątpienia mchy, jak po mojemu jakieś z prątników. A to, na czym leży Meteor... na mech mi słabo pasuje, bo zdrewniała łodyżka; ma takie frąfle ku górze, może to i mogą być puszki z zarodnikami, ale na zdjęciu żadna nie jest ostra, więc trudno ocenić. No - i o tej porze? Widłak - raczej nie. Coś wrzosowatego?
OdpowiedzUsuńA tereny fajne i ciekawe. Lubię te rejony zwłaszcza trasę Grodzisk - Czarny Las - Budy-Grzybek - Stare Budy Radziejowickie - Miedzyborów; można prawie cały czas jechać bitymi drogami, nie wyjeżdżając na asfalt. A jeśli - to nie ruchliwy.
Pozdrawiam wiosennie
Tomi ma w domu strasznie fajną książkę o roślinkach, jak nie zapomnę to wieczorem pogrzebię i może znajdę co to :)
OdpowiedzUsuńJeśli chodzi o wymienione przez Ciebie rejony, to pamiętam je jako mocno wyasfaltowane, ale jak się człowiek dobrze nakombinuje to da radę sporo kilometrów w terenie zrobić. Tyle, że teraz mocno błotniście.
A Ty widze dalej twardo objeżdżasz mazowieckie sioła, nic się nie zmieniło :))
OdpowiedzUsuń@Wariag: Ode mnie chyba bliżej do Drewnicy niż do Tworek czy też na Nowowiejską albo Sobieskiego, ale mi wszystko jedno, byle tylko można mieć własne DVD.
OdpowiedzUsuńNie ma to jak dobra wiosenna wyprawa :)
OdpowiedzUsuńWracając do tematu mchów - tak tamo rude to też mech, sprawdziliśmy w mądrej książce. :)
OdpowiedzUsuńPotwierdź przynajmniej że to rude to mech płonnik bo podłamany lekko jestem :-(
OdpowiedzUsuńNie mam zielonego pojęcia, musiałabym zbadać próbki pod mikroskopem, a próbek listków nie zabrałam, mikroskop nadal czeka na przywiezienie z Warszawy. Innym razem :)
OdpowiedzUsuń