Przygotowywania do majówki naprzemiennie z chorobą, dodajmy wyjazd i dwa tygodnie minęły jak z bicza trzasł. A tu na blogu puchy. Dodaję więc wpis wreszcie. Zwiedzając Warszawę warto patrzeć, po czym się chodzi, dzięki czemu można odkryć relikty przeszłości i historii.
Tak jak tory tramwajowe przy Bema, czy tuż obok Tobruk na trawniku, wśród krokusów. :)
Wygląda jak zakopany komin z Nowej Huty.
OdpowiedzUsuńMusiałby być bardzo głęboko zakopany. :)
OdpowiedzUsuńStare tory tramwajowe mają w sobie tyle... uroku? Taki relikt przeszłości ;-)
OdpowiedzUsuńZwłaszcza gdy się wie, jaki tramwaj tu jeździł i gdzie dojeżdżał. Kiedyś robiłam śledztwo za pomocą strony o tramwajach zbierającej stare rozkłady. Nie wiem, czy jeszcze istnieje.
OdpowiedzUsuńNie głęboko zakopany, tylko ruchy tektoniczne i takie tam :P
OdpowiedzUsuńFałdowanie Bemowskie? ;)
OdpowiedzUsuńTak, na Radiowie np. dzięki niemu wykwitła góra. A że trochę od niej capi, cóż...
OdpowiedzUsuńGóra dawno zamknięta i nie capi. Capi to obok góry, co śmieci przetwarza i co ciekawsze, jest prywatne. :)
OdpowiedzUsuń