Lepiej go ustawić nie mogli, za cholewę nie widać, chyba że kto ma dobry zoom w aparacie, co z tego, podejść się nie da. Jeszcze krzyż no froncie, jakiś wóz wjeżdżający w tłum... no, wozu uniknęłam, ale ponoć była scena jak z filmu. Byłam chyba za wcześnie.

A to bonusowy krzyżyk.


Data 11 listopada jednakowoż będzie mi się kojarzyć od zawsze z Kluską, bo wszelkie obliczenia wskazują, że wtedy ją zrobiliśmy, znaczy dokładnie rok temu. ;D
A, to dziś ten dzień z jedenastoma demonstracjami?
OdpowiedzUsuńZastanawiało mnie, czemu wczoraj było pusto na mieście - a przecież dziś sklepy zamknięte i ludziska w sobotę robiły zapasy na dwa miesiące...
@lavinka - wychodzi na to, że zastosowaliście się do starego państwowotwórczego hasła i "czynem uczciliście 11 listopada" ;)
OdpowiedzUsuńNo to przynajmniej jeden pozytyw z tego niespecjalnie wesołego (o zgrozo) dnia ;)
OdpowiedzUsuńJedenastoma? Marsze miały być chyba cztery...
OdpowiedzUsuńA ten krzyż to chyba z okazji obchodzenia wczorajszej miesięcznicy katastrofy... proponuję obchodzić dziennicę... albo nawet godzinnicę (wtedy wobec obowiązkowej mszy, z kościoła by nie wychodzili i byłby spokój ;-))
OdpowiedzUsuńZawsze czułem, że Ten Dzień jest Dniem Radosnym, a "sprawa Kluski" jest tego potwierdzeniem :-)
OdpowiedzUsuńNo tak, na ulice strach wyjść bo można dostać w głowę od jednych lub od drugich, to się siedzi w domu. A jak się siedzi w domu... Taki jednodniowy stan wojenny.
OdpowiedzUsuńChociaż dwa lata temu 11 listopada, jak pamiętam, chodziliśmy po forcie Mokotowskim.
Dwa lata temu chyba nie było takiego cyrku na mieście... delikwenci jeszcze chyba na Wyspach siedzieli... teraz wrócili i jest co jest :/
OdpowiedzUsuń