Żeby dostać się do dżungli, nie trzeba już dalekich zamorskich wypraw. Wystarczy wsiąść w metro, dojechać do pl. Wilsona i tam udać się na spacer w kierunku fortu zatopionego w parku. A tam - całoroczne pnącza porastające drzewa baaardzo wysoooko! Zimą wygląda jeszcze lepiej, oczywiście zimą ze śniegiem. :)
Bez urazy, ale nie zauważyłam, by drzewom się coś działo. Widziałam tak obrośnięte stare drzewa w jednym rezerwacie, też nic im nie było. To nie pasożyt, tylko zwykłe pnącze, zupełnie nieszkodliwe.
Park Żeromskiego jest ładny, o każdej porze roku, a że jest nieźle zadbany, to nie przypuszczam, żeby te rdesty, czy tam inne powoje, ot tak, same z siebie tam wyrosły.
To raczej świadome działanie ogrodników, więc pewnie i drzewa są pod kontrolą i nic im nie grozi.
Zresztą, kto to wie, co tam jest w środku?
Na Wóycickiego (a również u mnie na osiedlu) w ten sposób słup jest obrośnięty.
Zaglądaliśmy właśnie, nawet w nich skrzynek szukaliśmy i znajdowaliśmy. A co mielibyśmy innego znaleźć?
Bluszcz pospolity (Hedera Helix), gdyby ktoś szukał. Rdest to to na pewno nie jest :)
Chciałam zauważyć, że jest nie tylko sadzony przez ludzi, sam rośnie po lasach w całej Europie, choć jego kolebka jest bardziej śródziemnomorska :)
Nie bardzo wiem jak mogłyby spowodować obumieranie dolnych gałęzi drzew, których to one nie posiadają (sosnom dolne gałęzie obumierają naturalnie, bez udziału pnączy). Stare drzewa liściaste rzadko mają przyrosty w dolnych partiach, a już na pionowych pniach to na pewno nie. Co prawda w stanach się je zwalcza, ale tylko tam i dlatego mam wrażenie, że wcale nie z powodu ich domniemanej szkodliwosci(w badania amerykańskich naukowców na konkretne zlecenia konkretnych firm od dawna nie wierzę, bo się lubią wykluczać), ale raczej z prędkości rozrastania się, co powoduje, że trzeba je przycinać (podejrzewam, że dzikie wino jest tam takim samym szkodnikiem, takoż i chmiel).
Drzewa fotosyntezują przez chlorofil zawarty w liściach (bądź igłach). A bluszcz się ich nie ima - jak widać na załączonym obrazku. W Pieninach nieopodal Sokolej Perci też rosły podobne, choć nie w tej skali. Może to więc być także niekiedy "samosiejka", choć w tym przypadku to zapewne dzielo ogrodnika.
Teoretycznie jest to gatunek europejski, żaden importowany. Też byłam zdziwiona, gdy to odkryłam, ale ja miastowa jestem, w prawdziwym lesie bywam rzadko, w naturalnym środowisku widziałam ledwo dwa razy. To jedna z nielicznych naturalnie występujących zimozielonych nieiglastych roślin w Polsce (jeśli nie jedyna). Moim zdaniem jedyne co zabija, to runo leśne, na tej samej zasadzie co np. pokrzywy czy jeżyny.
@lavinka - w Pieninach rosło conajmniej kilka gatunków tych zimnozieleniaków nieiglastych. Widocznie były wapieniolubne. Większośc z nich wykończyło Jezioro Czorsztyńskie:(
Marcinie, po prostu nie uważam, że każdą silną i odporną roślinę należy nazywać szkodliwą. To tylko ewolucja :) Ja np. chwastów nie uważam za pasożyty, tylko polne silne rosliny z ktorymi moje kwiatki na działce nie mają szans. I tylko dlatego je tępię (ale też bez przesady). Na łące czy w lesie mi nie przeszkadzają i nie uważam ich za szkodniki.
@Wariag: Tzn. zarosły czy pozbawiły flory i fauny w jej wnętrzu? Wiesz, to że przestało istnieć jakieś jeziorko może być szkodliwe z punktu turystycznego, ale dla natury to może być zupełnie naturalny mechanizm. Tak jak zarastanie trzcinami jezior mazurskich. BTW rozrastanie się alg też teoretycznie szkodzi morskim żyjątkom, ale specyficzny rozrost alg nie jest ich winą, tylko zanieczyszczenia morza przez człowieka, przez co nadmiernie się mnożą. Więc trochę na dwoje babka wróżyła. Być może celowe obsadzanie tym pnączem parków nie jest dobrym pomysłem. Bo nie rozprzestrzenia się ona naturalnie, ale z drugiej strony sadzi się ją po to, by ludzie nie łazili po skarpie (i poniekąd skarpę to ratuje).
@lavinka - po prostu wyginęły. To były tzw murawy naskalne. Dawniej zimą (nawet przy obfitych opadach śniegu) można było zwłaszcza w masywie Trzech Koron spotkać takie zielone oazy wśród wapiennego rumoszu. Pan Tadeusz Staich tłumaczył mi to następująco: słońce ogrzewa wapień, śnieg w szczelinach sie rozpuszcza i murawy sobie egzystują w najlepsze. Od czasu powstania Jeziora słońca jest coraz mniej, coraz więcej mgieł za to. A że jest ono zanieczyszczone to widocznie tylko przyspieszyło proces.
@lavinka - o tak, chwasty są wbrew pozorom roślinami użytecznymi. W liceum pisałem nawet pracę na ten temat, musiałem bo chodziłem do biolchemu ;) Dwa lata szukałem cykorii podróżnika i bobrka trójlistnego, ech...
Polska Afryka, Afryka polska! :)
OdpowiedzUsuńIlekroć tam jestem (a tak z raz na miesiąc będzie), urzekają mnie te obrośnięte pnie. Choć pewnie drzewa mają inne zdanie na ten temat.
OdpowiedzUsuńMiejsce wyjątkowej urody. Jeżeli będziesz mogła lavinko fotnij proszę ze śniegiem
OdpowiedzUsuńMarcin słusznie prawi, a drzewa umierają stojąc, że pozwolę sobie na cytat ;-)
OdpowiedzUsuńBardzo fajne :)
OdpowiedzUsuńsuper miejsce!
OdpowiedzUsuńBez urazy, ale nie zauważyłam, by drzewom się coś działo. Widziałam tak obrośnięte stare drzewa w jednym rezerwacie, też nic im nie było. To nie pasożyt, tylko zwykłe pnącze, zupełnie nieszkodliwe.
OdpowiedzUsuńPark Żeromskiego jest ładny, o każdej porze roku,
OdpowiedzUsuńa że jest nieźle zadbany, to nie przypuszczam, żeby te rdesty, czy tam inne powoje, ot tak, same z siebie tam wyrosły.
To raczej świadome działanie ogrodników, więc pewnie i drzewa są pod kontrolą i nic im nie grozi.
Zresztą, kto to wie, co tam jest w środku?
Na Wóycickiego (a również u mnie na osiedlu) w ten sposób słup jest obrośnięty.
Zaglądaliście kiedyś pod te liście? :D
Zaglądaliśmy właśnie, nawet w nich skrzynek szukaliśmy i znajdowaliśmy. A co mielibyśmy innego znaleźć?
OdpowiedzUsuńBluszcz pospolity (Hedera Helix), gdyby ktoś szukał. Rdest to to na pewno nie jest :)
Chciałam zauważyć, że jest nie tylko sadzony przez ludzi, sam rośnie po lasach w całej Europie, choć jego kolebka jest bardziej śródziemnomorska :)
Nie bardzo wiem jak mogłyby spowodować obumieranie dolnych gałęzi drzew, których to one nie posiadają (sosnom dolne gałęzie obumierają naturalnie, bez udziału pnączy). Stare drzewa liściaste rzadko mają przyrosty w dolnych partiach, a już na pionowych pniach to na pewno nie. Co prawda w stanach się je zwalcza, ale tylko tam i dlatego mam wrażenie, że wcale nie z powodu ich domniemanej szkodliwosci(w badania amerykańskich naukowców na konkretne zlecenia konkretnych firm od dawna nie wierzę, bo się lubią wykluczać), ale raczej z prędkości rozrastania się, co powoduje, że trzeba je przycinać (podejrzewam, że dzikie wino jest tam takim samym szkodnikiem, takoż i chmiel).
...ładne miejsce, ale to pasożyty. Temat foto super, wspaniałe widoki.
OdpowiedzUsuńWidzę, że koledzy spali na lekcjach biologii i nie odróżniają pnącza od jemioły, która to dopiero jest pasożytem i właściwie należy ją tępić.
OdpowiedzUsuńGdyby to był pasożyt, nie sadzono by go specjalnie w parku, prawda? :)
p.s. Praca domowa: Koledzy zastanowią się w jaki sposób bluszcz oraz dzikie wino pasożytują na siatce stalowej oraz tynku. :)
OdpowiedzUsuńJemioła za to ma inną zaletę ;)
OdpowiedzUsuńDrzewa fotosyntezują przez chlorofil zawarty w liściach (bądź igłach). A bluszcz się ich nie ima - jak widać na załączonym obrazku. W Pieninach nieopodal Sokolej Perci też rosły podobne, choć nie w tej skali. Może to więc być także niekiedy "samosiejka", choć w tym przypadku to zapewne dzielo ogrodnika.
OdpowiedzUsuńTeoretycznie jest to gatunek europejski, żaden importowany. Też byłam zdziwiona, gdy to odkryłam, ale ja miastowa jestem, w prawdziwym lesie bywam rzadko, w naturalnym środowisku widziałam ledwo dwa razy. To jedna z nielicznych naturalnie występujących zimozielonych nieiglastych roślin w Polsce (jeśli nie jedyna). Moim zdaniem jedyne co zabija, to runo leśne, na tej samej zasadzie co np. pokrzywy czy jeżyny.
OdpowiedzUsuńBosz człowiek jedno zdanie napisze... fakt, lekcje biologii nie były moimi ulubionymi :-)
OdpowiedzUsuń@lavinka - w Pieninach rosło conajmniej kilka gatunków tych zimnozieleniaków nieiglastych. Widocznie były wapieniolubne. Większośc z nich wykończyło Jezioro Czorsztyńskie:(
OdpowiedzUsuńMarcinie, po prostu nie uważam, że każdą silną i odporną roślinę należy nazywać szkodliwą. To tylko ewolucja :) Ja np. chwastów nie uważam za pasożyty, tylko polne silne rosliny z ktorymi moje kwiatki na działce nie mają szans. I tylko dlatego je tępię (ale też bez przesady). Na łące czy w lesie mi nie przeszkadzają i nie uważam ich za szkodniki.
OdpowiedzUsuń@Wariag: Tzn. zarosły czy pozbawiły flory i fauny w jej wnętrzu? Wiesz, to że przestało istnieć jakieś jeziorko może być szkodliwe z punktu turystycznego, ale dla natury to może być zupełnie naturalny mechanizm. Tak jak zarastanie trzcinami jezior mazurskich. BTW rozrastanie się alg też teoretycznie szkodzi morskim żyjątkom, ale specyficzny rozrost alg nie jest ich winą, tylko zanieczyszczenia morza przez człowieka, przez co nadmiernie się mnożą. Więc trochę na dwoje babka wróżyła.
OdpowiedzUsuńByć może celowe obsadzanie tym pnączem parków nie jest dobrym pomysłem. Bo nie rozprzestrzenia się ona naturalnie, ale z drugiej strony sadzi się ją po to, by ludzie nie łazili po skarpie (i poniekąd skarpę to ratuje).
Ehe.
OdpowiedzUsuńŚciąć drzewa. Taka mam koncepcję. I będzie spokój.
OdpowiedzUsuń@lavinka - po prostu wyginęły. To były tzw murawy naskalne. Dawniej zimą (nawet przy obfitych opadach śniegu) można było zwłaszcza w masywie Trzech Koron spotkać takie zielone oazy wśród wapiennego rumoszu. Pan Tadeusz Staich tłumaczył mi to następująco: słońce ogrzewa wapień, śnieg w szczelinach sie rozpuszcza i murawy sobie egzystują w najlepsze. Od czasu powstania Jeziora słońca jest coraz mniej, coraz więcej mgieł za to. A że jest ono zanieczyszczone to widocznie tylko przyspieszyło proces.
OdpowiedzUsuńA ja jestem człowiek starej daty i podzielam mylny być może pogląd Teofrasta z Eresos ;-)
OdpowiedzUsuńIle to się ciekawostek przyrodniczych można dowiedzieć :)
OdpowiedzUsuń@lavinka - o tak, chwasty są wbrew pozorom roślinami użytecznymi. W liceum pisałem nawet pracę na ten temat, musiałem bo chodziłem do biolchemu ;) Dwa lata szukałem cykorii podróżnika i bobrka trójlistnego, ech...
OdpowiedzUsuńA zresztą do dzisiaj szukam tego magicznego porostu rosnacego na Babiej Górze. Ponoć pocierany wydziela woń fiołków ;)
OdpowiedzUsuńFajna. A są tam tigrisy?
OdpowiedzUsuńSuper! #chcetam koniecznie;)
OdpowiedzUsuń