No i nie taki zachód, było w okolicach siedemnastej. Po lewej widać już korek, rowerzystka wcisnęła się na czerwonym za rondem Palmy i dobrze, bo miała kilkadziesiąt sekund spokoju, zanim ją dopędziły samochody, które zresztą zaraz same stanęły na światłach. Czyli witamy w godzinach szczytu w Warszawie. Ja do metra poszłam piechotą, w końcu to kilkaset metrów, nawet mi się do tramwaju nie chciało wsiadać. I dzięki temu mam też kilka zdjęć z chodnika, bliżej rotundy.
W kolorze Gold Cafe...
OdpowiedzUsuńNo i wyszło zacnie, zwłaszcza przedostatnie :)
OdpowiedzUsuńBardzo mi się podobają Twoje kolory :)
OdpowiedzUsuńŚliczne zdjęcia. Też lubię efekciarskie słońce, choć zazwyczaj przegapiam moment (co tu kryć, dość krótki) jego pojawienia się.
OdpowiedzUsuńNastaw sobie alarm w komórce na za 5 minut zachód słońca.
OdpowiedzUsuńEfekciarskie. czy nie, ale miłe dla oka:)
OdpowiedzUsuńHrabio, na akcja z budzikiem jestem za stara. Niemniej łatwiej obudzić się na zachód słońca niż wschód, to na pewno :)
OdpowiedzUsuńDziękuję pozostałym komentatorom za pochwały, mile łechcą moje ego ;)
Jednak pod słońce też wychodzą dobre foty.
OdpowiedzUsuńO! Super super zdjęcia!
OdpowiedzUsuńJa też często widzę aleje o tej porze pod słońce i zawsze myślę, że trzeba focić. Świetne, jak mi się podoba.:)