Wielokrotnie mijałam go dołem jadąc nad Zegrze, ostatnio była okazja zwiedzić go odgórnie. Po zardzewiałych torach widać, że nic już tą bocznicą nie jeździ. Taki koniec świata w granicach Warszawy. Gdzieniegdzie słychać psy poszczekujące dupami i zalążki rosnących śrubokrętów ;)




A tymczasem pod mostem....

Reszta w
Mostach.
Lubię tego typu mosty, dlatego szkoda mi trochę mostu Kierbedzia z tymi żelaznymi przęsłami.
OdpowiedzUsuńNo, most w takim miejscu i to w takim stanie jest porównywalnie epicki do... innych epickich rzeczy. Ma ten swój klimat taki we rdzy, gdzie w każdą noc wyją psy dupą do księżyca.
OdpowiedzUsuń@Marcin: Mnie szkoda barierki z Poniatoszczaka. Kończy sie tam, gdzie się urwał most i dalej już jest zwykła z pionowymi prętami....
OdpowiedzUsuń@Antychrysto: Nie wymawiaj przy mnie słowa na e ;P Takich mostków jest na kanale więcej, ten jest wyjątkowo bardzo nieużywany. Obiecaliśmy sobie z Tomi, że kiedyś się pokręcimy po okolicy by wyłapać kolejowe pozostałości. Ale jakoś nam nie po drodze... pewnie skończy się na łażeniu zimą z termosem w plecaku :)
Na tym moście to ja chyba tylko raz w życiu byłem...
OdpowiedzUsuńPiękna nitowana kratownica. Teraz już takich nie robią...
OdpowiedzUsuńTeż lubię kratownice, za to w życiu tam nie byłem.
OdpowiedzUsuńZatem polecam, wyśmienite miejsce dla wielbicieli krzaków i nicości ;)
OdpowiedzUsuńZ podobnych konstrukcji blisko Warszawy polecam most kolejowy pod Górą Kalwarią. Oglądany z bliska robi wrażenie :-D
OdpowiedzUsuńMost kolejowy przed Małkinią (trasa na Białystok) to dopiero robi wrażenie :)
OdpowiedzUsuńTakie mosty mają coś w sobie. Most przed Małkinią znam, bo blisko mieszkała moja ciocia.
OdpowiedzUsuń