I czuję, że nie tylko moja. Jest niewątpliwą ozdobą tej ulicy i mam nadzieję, że tak zostanie. Niestety wciśnięta pomiędzy budynkami wątpliwej urody, choć i tak ładniejszej od urody budynków z lat 90 - toteż nie narzekam ;)
Ja też bardzo lubię tę kamienicę, choć osobiście wolę taką eklektyczną, z naleciałościami secesji, na początku ulicy, nie pamiętam czy to numer 6 czy 8, z takimi głowami i lejącymi się dekoracjami. Ale i ceglana wporzo, choć jednak brak tego ocieplenia i beżowego tynku...
Może gdyby to było w innym mieście, to by aż tak nie zaskakiwało. Chociaż tak po prawdzie, to nigdy się nad tym nie zastanawiałem mimo, że od lat znam ten widok na Marszałkowskiej. Dopiero jak zobaczyłem to na zdjęciu, to mnie tknęło. Człowiek chodzi po tych ulicach i zupełnie się nie zastanawia nad pewnymi rzeczami. Ech...
Ta kamienica może nie, bo ją zawsze znałam i lubiłam, ale obracanie się w środowiskach fotoforumowych i fotoblogersich wyczuliło mi zmysły. I teraz widzę dużo więcej niż kiedyś. Np. zauważam stare repery na rogach budynków. Albo niespotykane detale. Albo specyficzną konstrukcję ogrodzeń. Dziwne rzezy sterczące ze ścian, a będące np. resztkami od starej trakcji tramwajowej... w Warszawie jest masę drobiazgów zachowanych z dawnych czasów(lub po prostu ciekawych samych w sobie), tylko trzeba ćwiczyć spostrzegawczość, by je umieć dojrzeć :)
Oj tam. Nigdy nie byłam pilną studentką, szybko poszłam do pracy (nie mogłam liczyć finansowo na rodzinę) i w końcu trzeba było sobie odpuścić, właśnie z powodów finansowych. Gdybym miała bogatego tatusia, który by mnie utrzymywał - to nie byłoby problemu. A tak, człowiek się skupiał na projektowaniu, a resztę odbębniał byleby zaliczyć następny rok. Co i tak się nie udawało, bo ciągle coś tam coś tam. Ciężko jest dbać o własne interesy, kiedy burczy w brzuchu z głodu ;) Ale że studia wybrałam z powodu zainteresowań i pasji, teraz przynajmniej mam czas na to by je dalej rozwijać :)
O, i to jest GIT! Ja nie byłem na studiach, chociaż zaczął studiować przez...2 tygodnie. Ale znudziło mnie i też wolałem pracować, a nawet musiałem. Moi rodzice też do krezusów się nie zaliczają. I nawet sobie to chwalę. Oczywiście może i lepiej mieć studia, ale przynajmniej mogę powiedzieć, że pracowałem już w liceum podczas gdy większość jeszcze się wtedy obija.
Kawałek dawnej Marszałkowskiej. Nic dziwnego, że ładny:) Pozdrawiam!
OdpowiedzUsuńNo, nie byłby taki łany, gdyby nie remonty. Szkoda,że tak wiele kamienic zostało potaktowanych po macoszemu....
OdpowiedzUsuńJa też bardzo lubię tę kamienicę, choć osobiście wolę taką eklektyczną, z naleciałościami secesji, na początku ulicy, nie pamiętam czy to numer 6 czy 8, z takimi głowami i lejącymi się dekoracjami. Ale i ceglana wporzo, choć jednak brak tego ocieplenia i beżowego tynku...
OdpowiedzUsuńJa też znam i lubię tę kamienicę. Nie raz przejeżdżałam obok w drodze na uczelnię :)
OdpowiedzUsuńno i teraz wyobraźcie sobie, jakby to wyglądało gdyby zachowała się cała pierzeja... ech rozmarzyłem się
OdpowiedzUsuńTez lubie te kamienice, dzieki za foty, Lavinko:)
OdpowiedzUsuńsad.a.5
Hm... Racja, wyróżnia się z tłumu. I budowla ta jest całkiem przyjemna.
OdpowiedzUsuńnie tylko ty lubisz
OdpowiedzUsuńI pomyśleć, że taka budowla stoi w centrum miasta...
OdpowiedzUsuńZdziwiłabym się, gdyby stała na przedmieściu :)
OdpowiedzUsuńMoże gdyby to było w innym mieście, to by aż tak nie zaskakiwało. Chociaż tak po prawdzie, to nigdy się nad tym nie zastanawiałem mimo, że od lat znam ten widok na Marszałkowskiej. Dopiero jak zobaczyłem to na zdjęciu, to mnie tknęło. Człowiek chodzi po tych ulicach i zupełnie się nie zastanawia nad pewnymi rzeczami. Ech...
OdpowiedzUsuńTa kamienica może nie, bo ją zawsze znałam i lubiłam, ale obracanie się w środowiskach fotoforumowych i fotoblogersich wyczuliło mi zmysły. I teraz widzę dużo więcej niż kiedyś. Np. zauważam stare repery na rogach budynków. Albo niespotykane detale. Albo specyficzną konstrukcję ogrodzeń. Dziwne rzezy sterczące ze ścian, a będące np. resztkami od starej trakcji tramwajowej... w Warszawie jest masę drobiazgów zachowanych z dawnych czasów(lub po prostu ciekawych samych w sobie), tylko trzeba ćwiczyć spostrzegawczość, by je umieć dojrzeć :)
OdpowiedzUsuńWciąż się tego uczę...Na pewno pomaga zmysł architektoniczny i wrażliwość na sztukę.
OdpowiedzUsuńNiekoniecznie. To sobie można wytresować. 11 lat na studiach architektury nie nauczyły mnie tyle o moim mieście, co jeden rok fotoblogowania :)
OdpowiedzUsuńWidać kiepsko się przykładałaś przez te 11 lat ;) Żart oczywiście :)
OdpowiedzUsuńOj tam. Nigdy nie byłam pilną studentką, szybko poszłam do pracy (nie mogłam liczyć finansowo na rodzinę) i w końcu trzeba było sobie odpuścić, właśnie z powodów finansowych. Gdybym miała bogatego tatusia, który by mnie utrzymywał - to nie byłoby problemu. A tak, człowiek się skupiał na projektowaniu, a resztę odbębniał byleby zaliczyć następny rok. Co i tak się nie udawało, bo ciągle coś tam coś tam. Ciężko jest dbać o własne interesy, kiedy burczy w brzuchu z głodu ;)
OdpowiedzUsuńAle że studia wybrałam z powodu zainteresowań i pasji, teraz przynajmniej mam czas na to by je dalej rozwijać :)
O, i to jest GIT!
OdpowiedzUsuńJa nie byłem na studiach, chociaż zaczął studiować przez...2 tygodnie. Ale znudziło mnie i też wolałem pracować, a nawet musiałem. Moi rodzice też do krezusów się nie zaliczają. I nawet sobie to chwalę. Oczywiście może i lepiej mieć studia, ale przynajmniej mogę powiedzieć, że pracowałem już w liceum podczas gdy większość jeszcze się wtedy obija.